Strona głównaciekawościNormiki vs Trollnet – czyli jak walczyć z hejtem w sieci?

Normiki vs Trollnet – czyli jak walczyć z hejtem w sieci?

O tym, że słowa ranią, wie każdy, każdy również wie, że humor względny jest. Granica między śmieszkowaniem a obrażaniem innych jest cienka, a nawet się zaciera.
Z zaciekawieniem obserwuję aferę internetową, która wybuchła parę dni temu. Ukazała ona dwa poważne problemy w dobie Internetu:
1. Gdzie kończą się granice śmieszkowania?
2. Jak reagować na kontrowersyjne dla nas materiały w sieci?
Dla osób niewtajemniczonych:
16 czerwca Strona na fb Satyra Polityczna wrzuciła ten oto mem:
Na memie Pani Premier przypomina Pana Filipa Chajzera, co wydawać się może zabawne, jednak nie każdy wie, że 2 lata temu w wypadku samochodowym zginął syn Pana Filipa Chajzera, który na swoim fanpage’u liczącym ok. 700 tyś fanów opublikował screena z memem i ten oto tekst:
Jak to mówią: co się stało, to się nie odstanie. Tysiące fanów wyrażało swoje zdanie na fb celebryty, jak i na stronie, która mem udostępniła. Pan Filip pod wpływem emocji opublikował informację na temat rzekomego autora mema, załączam również niepokojące komentarze fanów.
W międzyczasie mem został usunięty ze strony Satyry Politycznej, a administracja opublikowała oświadczenie wraz z przeprosinami. Po opublikowaniu przez Pana Filipa danych rzekomego autora mema, administracja zedytowała posta. Całość wraz z editem niżej:
Większość wpisów celebryty została przez niego usunięta w przeciągu doby, jednak w internecie nic nie ginie. W odpowiedzi na reakcję Pana Chajzera Satyra Polityczna opublikowała następujący post:

Nie interesuję się dramatami, nie oglądam telewizji, nie czytuje Pudelka ani Faktu. Jak administracja Satyry kojarzę Pana Chajzera z reklam i nic o jego osobistym życiu nie było mi wiadome do czasu całej afery. Nie sensacja mnie w całej tej sprawie zainteresowała, lecz obrót wydarzeń. Oczywiście bardzo współczuję Panu Chajzerowi straty dziecka, uważam że aż tak czarny humor jest niesmaczny, jednak coś dla nas niesmacznego może kogoś bawić, a przynajmniej autora. Zachowanie dziennikarza TVN, posiadającego spore grono odbiorców, zaniepokoiło mnie bardziej niż sam mem. Obraźliwe zwroty, upublicznianie danych osobowych, nawoływanie do linczu i aprobowanie go przez osobę publiczną posiadającą 700 tysięcy fanów przeraziło mnie.

Przypomniało mi to sprawę, gdy raper Peja na swoim koncercie, widząc na sali osobę, która pokazuje mu środkowy palec, krzyknął do fanów „Wiecie, co z nim zrobić” – tak, wiedzieli. Chłopak został dotkliwie pobity przez tłum, cała sprawa trafiła do sądu, który nakazał publicznie przeprosić oraz przekazać 6000 zł na rzecz poszkodowanego.
Po dwóch dniach, gdy emocje już opadły Pan Chajzer napisał na swym fanpage’u:
W odpowiedzi Satyra zamieściła następujący post:
W tym momencie, aż chce się zaśpiewać fragment piosenki Budki Suflera: ”Trzeba wiedzieć kiedy, ze sceny zejść N I E P O K O N  A N Y M.”
I tak dla kontry opowiem Wam o Panu Michale Karmowskim, znanym polskim kulturyście, który walkę z hejtem wygrał, jak to mówią trolle RiGCZowo (Rozum i Godność Człowieka). Otóż w sieci pojawił się mem, którego treść wskazywała na seksualne relację Pana Karmowskiego z… jego córką. Paskudna sprawa, mało śmieszna (jak zaraz zobaczycie, dla autora zdecydowanie już nieśmieszna). Kulturysta sprawy nie nagłaśniał, nie udostępniał mema na swoim profilu, nie groził, nie wyzywał. Wytropienie autora mema, jak się okazało nastoletniego Maksa, zajęło mu 10 miesięcy. A oto relacja ze spotkania Panów:
Osobiście uważam, że 400 godzin prac w hospicjum jest lepszą karą dla „śmieszka” niż nawoływanie do linczu.
Tymczasem problem Pana Filipa pogłębia się, pojawiły się komentarze o przygotowywanym pozwie ws. upubliczniania danych osobowych, groźby naruszenia miru domowego przez Pana Filipa Chajzera oraz wielu gróźb dotyczących uszczerbku zdrowia, a nawet śmierci kierowanych do rzekomego autora mema przez fanów celebryty. Pan Chajzer usunął większość wpisów oraz próbuje ocieplić wizerunek, jednak obserwując ruch internetu oraz memów, doszło do klasycznego efektu Streisand, czyli im bardziej chcesz coś uciszyć i usunąć, tym bardziej się rozpowszechnia (więcej o zjawisku na wiki). 
Oczywiście przeciętny Kowalski nie jest celebrytą, ale mechanizm jest ten sam. Jeśli działamy w emocjach, manifestując to w sieci, to musimy liczyć się z gronem odbiorców, które będzie chciało nas jeszcze bardziej triggerować. Jeśli uprawiamy ekshibicjonizm w internecie tworząc posty o intymnych szczegółach z naszego życia, a posty te są publiczne, to również liczmy się, że będą komentowane i nie zawsze przychylnie. Patrząc na aferę z Panem Chajzerem, ze smutkiem stwierdzam, że sprawy by nie było nie tylko, gdyby Pan Chajzer nie uskuteczniał ekshibicjonizmu, ale również gdyby Grażynki i Janusze internetów nie podchwyciły sensacji i nie napędzały jej nienawistnymi komentarzami, nawołującymi do samosądów. Pamiętajmy! Nie dajmy się złapać na bajta (z ang. haczyk) i nie  dajmy się triggerować, miejmy RiGCZ i RiGCZem zwalczajmy hejt.
ZOBACZ TAKŻE

35 KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

ŚWIEŻE KOMENTARZE